O autorze
Zakładki:
Kontestuję zastaną rzeczywistość, piętnuję głupotę i głupców
niedziela, 23 stycznia 2011
Odszkodowania za Casę, Smoleńsk i inne katastrofy

Ha! I stało się to, na co czekałem od długiego czasu. Zza mgieł katastrofy smoleńskiej i Casy pod Mirosławcem wyłania się coś wiecej. Wyłoniła się mamona

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,8991640,Rodziny_ofiar_katastrofy_CASY_chca_tyle__ile_zaoferowano.html

Oto rodziny wyceniają swoje cierpienie za straty członków rodzin i zaczyna się rozmowa o pieniądzach. O tym ile warta jest śmierć i jak wycenić cierpienie po stracie najbliższych.

Kompletnie nie obchodzi mnie jakie tu jest prawo (a jest i jest głupie, bo każe płacić), ale na chłopski rozum jeśli uznajemy, że życie ludzkie nie ma ceny, a rozpacz najbliższych jest niewymierna materialnie, to nie należy placić nic.

A jeśli ktoś uważa inaczej, że jego śmierć jednak ma cenę i chciałby od tego zabezpieczyć rodzinę, to powinien się prywatnie ubezpieczyć.

I zamiast przeznaczać pieniądze dla rodzin ofiar populistycznie proponuję, by te pieniądze przeznaczyć na leczenie chorych na nowotwory dzieci. Albo dzieci w hospicjach. A nawet na dorosłych w hospicjach.

 

 

czwartek, 11 listopada 2010
Bieg Niepodległości

Koło mego mieszkania po Jana Pawła właśnie przebiega Bieg Niepodległości... A biegną dzieci, biagną rodzice i biegną rodzice rodziców...

I biegną też sprawni i niepełnosprawni. I jak widzę pana na wózku inwalidzkim, który wyniszczony jakąś chorobą dalej biegnie, odpychając sie jedną wykrzywioną przez chorobę nogą... i kiedy wyprzedza go inny biegnący o kulach, kiedy obaj pokazują sobie wyciągnięte kciuki i z uśmiechem biegną dalej...

To ja i moje bolące kolano, to k!@% jakiś śmieszny żart. To jakaś żenująca wymówka, z powodu której jest mi po prostu głupio. Przed sobą.

 

czwartek, 09 września 2010
Bezpiecznie po alkoholu?

Ostatnio zastanowiła mnie polska policja, która jak mantrę od wielu lat powtarza, że wszystko co złe na polskich drogach, to przez alkohol. I tak się zastanowiłem, że nie, że to nie alkohol. Że i owszem może jest on jakimś przyczynkiem, ale to nie on powoduje większość wypadków.

Otóż trzeba sobie powiedzieć, że Polacy po alkoholu jeżdżą po prostu bardzo bezpiecznie. Skąd takie wnioski? Rozumujmy nie wprost. Nie ma danych, ile procent kierowców jeździ po alkoholu po polskich drogach. Ale wiadomo, ile kontroli przeprowadza policja i doskonale wiadomo, że każdego dnia policja do kontroli zatrzymuje tylko nieliczny promil tych, którzy codziennie przemierzają drogi. I z tego promila zaledwie mała część jest pod wpływem. Możemy zatem stwierdzić z całą pewnością, że, większości „pijanych” bezpiecznie dojeżdża do domów. Nie czyniąc przy tym krzywdy ani sobie, ani innym uczestnikom ruchu. Po prostu jadą bezpiecznie.

Bardzo chciałbym poznać statystyki policji odnośnie tego, jakie stężenie alkoholu mieli kierowcy, których złapano po kilku głębszych. Ciekaw jestem ilu z nich miało np. poziom alkoholu we krwi do 0,8 promila, czyli dawkę dozwoloną w Niemczech, gdzie wypadków jest o wiele mniej.

Chętnie poznałbym też statystyki wypadków z rozbiciem na promile. Ciekaw jestem, czy nie okaże się, że niebezpiecznie robi się dopiero powyżej np. jednego promila? Bo przyznam, że jeśli o mnie chodzi po 3 piwach czuję, że spokojnie mógłbym prowadzić samochód. I jestem pewien, że tego samochodu nie prowadziłbym źle. Może nawet z racji tego, że wiem, że piłem prowadziłbym ostrożniej. Ale to ja. Podobnych mnie pewnie byłyby w Polsce tysiące, jeśli nie dziesiątki tysięcy. Co nie znaczy, że pochwalam wsiadanie po wielu kieliszkach za kierownicę. Podkreślam: po wielu!

Przestańmy mówić, że to pijani kierowcy są winni całemu złu. Winny jest przede wszystkim stan dróg, winne są też idiotycznie ustawione znaki, znaki, które nie zwiększają bezpieczeństwa. Wystarczy przejechać się którąkolwiek trasą i policzyć niepotrzebne znaki. Znaki, które kiedyś ktoś ustawił, ale zapomniał zabrać np. po remoncie. Polski kierowca nie wie czy znak, który widzi, jest naprawdę potrzebny, czy raczej stoi, bo ktoś miał interes w jego postawieniu lub w jego niezabraniu.

I wreszcie przejdzmy do sedna, winą za większość wypadków w Polsce należy obarczyć STAN DRÓG. I nie chodzi tylko o dziury, ale przede wszystkim o szerokość. Dziwne półtora pasa w jedną stronę i owszem delikatnie upłynnia ruch, ale nie zwiększa diametralnie bezpieczeństwa. Bo nigdy nie ma się pewności, czy ktoś z naprzeciwka zjedzie, czy nie. Nie bez znaczenia jest też kultura kierowców, bo naprawdę trudno na wąskiej trasie wyprzedzić kolumnę 5 jadących za sobą sznurkiem Tirów.

Temu także powinna się przyjrzeć policja i karać za takie zachowanie tirówców. Ale ona zamiast pomagać, woli zaczaić się z wideo-rejestratorem w ciepłym samochodzie i czekać na jelenia. Ewentualnie w krzakach kazać dmuchać w balonik. To o wiele przyjemniejsze niż stanie w oparach spalin na skrzyżowaniu i upłynnianie ruchu.

A jakby ktoś się o coś pytał powiemy, że wszystkiemu winny jest pity przez kierowców alkohol.

I na koniec jakby ktos chciał ad personam zamiast ad rem: tak, mam prawo jazdy, ale nie, nie jeżdżę często samochodem. I nie dostałem ostatnio mandatu, co więcej policja nigdy nie zatrzymała mnie nawet do kontroli. Piszę te słowa z pozycji użytkownika komunikacji zbiorowej. Bo dość już mam takich kuriozalnych akcji jak Weekend Bez Ofiar – narodowy Eksperyment Bezpieczeństwa, podczas którego w wypadkach zginęła największa w historii liczba osób. Po prostu nie tędy droga. Zbudujmy autostrady, drogi ekspresowe, poszerzmy do 2 pasów obecne półtorapasa, a liczba ofiar spadnie sama. Tak samo jak liczba wypadków.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Solidarność? Obecnie się za nią wstydzę

To już 30 lat minęło od słynnych Porozumień Sierpniowych, porozumień, które stały się początkiem Wolnej Polski. Polski, w której każdy może bezpiecznie powiedzieć wszystko, a niektórzy nawet więcej.

I z okazji tej okrągłej, 30 rocznicy Porozumień urządzono święto, święto, które z radosnej rocznicy, stało się kolejną manifą krzykaczy, pieniaczy i antagonistów. Rocznicą, podczas której obecna na sali część tzw. związkowców nawet nie siliła się na kulturalne zachowanie, na gesty przyjaźni i braterstwa, jakie łączyło ich jeszcze 30 lat temu. Gwizdy, buczenie, krzyki podczas przemówień rządu i ich kolegów o innych poglądach na Polskę są tu niestety tylko potwierdzeniem.

Mamy zatem kolejne smutne święto, które potwierdziło tylko to, że dawne ideałySolidarności poszły, a raczej zostały brutalnie rzucone w kąt. Mamy święto udowadniające, że obecna Solidarność z tą poprzednią ma wspólne tylko logo. Logo, które wyblakło, a w zasadzie wyliniało, bo zbyt wiele osób wycierało nim gębę dobie i innym. Także tę gębę gombrowiczowską, którą ochoczo przyprawiało wielu przeciwnikom.

Rozpoznawalny na całym świecie napis, który śmiało mógłby nas prezentować jak najlepsze logo, rozmienił się na drobne. W mojej ocenie stał się proporczykiem małych ludzi, którzy używają go jak znaku, zatykanego na kopię, kiedy związkowe hufce uzbrojone w petardy, gwizdki, śruby i opony do spalenia pod budynkami rządu, ruszają w kolejnej szarży na Warszawę. I logo Solidarności widnieje pośród płonących opon, gwizdów, starć z policją, która już od dawna nie strzela do robotników. Teraz role się odwróciły, to robotnicy rzucają w policję petardami, płonącymi kukłami, śrubami, tratują barierki i nacierają na kordony.

A policja stoi bezradna, by nie narazić się na krzyki, że oto znów władza bije związkowców. I odwozi kolejnych funkcjonariuszy do szpitali.

I ze smutkiem myślę sobie, że po latach oglądania poczynań tego związku zawodowego, jeśli ktoś zaproponowałby mi wpięcie w klapę marynarki znaczka „Solidarności”, odmówiłbym. Po 21 latach istnienia wolnej i niezależnej Polski po prostu, niestety, wstydziłbym się z nim pokazać.

Bo obecni i poprzedni liderzy Solidarności panowie tacy jak Janusz Śniadek, Karol Guzikiewicz i im podobni ciężko o to walczyli, wikłając związek w politykę. Udało im się. A oglądając ich w telewizji chyba nawet są z siebie dumni.

I musze się zgodzić z gościem radia TOK FM, który na pytanie, czym jest dla niego „Solidarność” odpowiedział: Przeszłością.

Ale żeby nie było tak pesymistycznie: twórcom Porozumień Sierpniowych, twórcom początków Wolnej Polski. Tym historycznym, tym zjednoczonym 30 lat temu pod sztandarem „Solidarności” i pod jej ideałami mówię głośno: Dziękuję.

sobota, 14 sierpnia 2010
Krzyż czyli warszawski Hyde Park

NA wstępie przyznaję, że początkowo byłem krzyżowi na Krakowskim Przedmieściu bardzo przeciwny. Po dłuższym przemyśleniu staję się jego wielkim zwolennikiem. Adwokatem niemalże.

Otórz stwierdzam, że ów krzyż to zjawisko szalenie pozytywne, nie tylko dlatego, że wyzwolił oddolną inicjatywę przeciwników, którzy w sile kilku tysięcy gardeł (w tym piszący te słowa) zjawili się o godzinie 23 dnia 9 sierpnia, by zamanifestować i wykrzyczeć swój sprzeciw. Czasami sprzeciw brzmiał jako "pokaż cycki", innym razem jako "Do kościoła" lub jako piosenka dla dzieci.

Jestem za tym, by na jakiś czas krzyż pozostawić, bo krzyż ów jest opłacalny równiez z innego punktu widzenia. To znakomite jądro kondensacji. Dzięki niemu martwy fragment miasta, w  najbliższej okolicy którego znajdują się tylko słynne Zakaski Przekąski, gdzie wpada się na szybka lufę i śledzia, stał się miejscem tętniącym życiem. Niedostępny kwartal Pałacu Prezydenckiego został zagospodarwowany przez zwykłych ludzi. Ludzi którzy przychodzą tam o każdej porze dnia i nocy. I za ich sprawą wszystkie knajpy na Krakowskim Przedmieściu notuja wzmożony ruch. To niewątpliwy zysk ekonomiczny. A przecież popyt trzeba pobudzać.

Nie bez znzaczenia jest też zysk społeczny, otóż Warszawa zyskała Swój Hyde Park. Tysiące ludzi przychodzą z najbardziej absurdalnymi hasłami. Nie ma głupoty, której nie można napisać. Można bezkarnie oskarżac wszystkich i o wszystko. A nard przychodzi i robi zdjęcia. Dyskutuje, deliberuje, śpiewa. A na wszystko patrzy znudzona policja, która t wszystko już widziała. I to tysiące razy.

I wreszcie na koniec stolica zyskała kolejną atrakcję turystyczną. Kto wie, może jeśli krzyż postoi dłuzej, zostanie opisany nawet w Lonely Planet jako miejsce, które w Warszawie koniecznie trzeba zobaczyć, z uwagi na niepowtarzalną atmosferę? To by było coś!

A że ów krzyż odbiera Pałacowi Namiestnikowskiemu powagę? I co z tego, przynajmniej teraz włądza jest bliżej ludu. Bo lud sam do niej przyszedł.

I tym sposobem z przeciwnika, stałem się jego zwolennikiem :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 42